Dopełnienie wizji ojca Pio
Onet.pl przedrukował artykuł z Przewodnika Katolickiego – Nadzwyczajne zjawiska w życiu Ojca Pio. W dużej mierze są to pretensjonalne bzdury na temat ojca Pio (np. dotknięcie substancjalne albo transwerberacja), w które mogą chyba uwierzyć tylko zatwardziali wierni przyzwyczajeni do bezkrytycznego przyjmowania serwowanych im treści. Artykułu nie polecam. Dyskusja pod artykułem jak zwykle, jedni wyśmiewają, drudzy zapewniają tych pierwszych – że w dniu sądu ostatecznego Pan nie zapomni ich grzechów – normalka. Aczkolwiek jeden komentarz i odpowiedź na niego mnie rozbawiła. Najpierw napuszony komentarz, który miał w zamyśle autora chyba wywołać konsternację u niewierzących w wielkość ojca Pio:

i odpowiedź niewątpliwie dopełniająca tę głęboką wizję:

















Komentarze, jak to komentarze… jedne są na temat, drugie trafiają gdzieś mimo tematu, inne chamskie i obrażające.
Zacytowane wyżej i występujące w symbiozie są durnowate, choć w zestawieniu mogą śmieszyć. Daleki jestem od obrażania wiary jednych, czy niewiary drugich. Właściwie jedni i drudzy wierzą tylko ci pierwsi, że coś miało miejsce, drudzy, że wręcz przeciwnie. Ale to, co dotyczy PIO jest i tak poza tym, co w rozumieniu Kościoła jest niezbędne do zbawienia… na szczęście
))
Stale to samo, bo jakżeby inaczej. Ci co nie wierzą w krasnoludki są tak samo wierzący, jak ci co wierzą w ich istnienie. To już staje się nudne.
“dotknięcie substancjalne albo transwerberacja” – WTF???
Wiara jest trudna…
Nie ma sensu się wyśmiewać z wiary. Lunetarius ma pod tym względem rację – jedni wierzą w rzeczy mistyczne, inni w bardziej przyziemne.
(Ja do niedawna wierzyłem że dostanę podwyżkę…)
A w agresywnym antykatolicyźmie można dopatrywać się podobieństw do np. homofobii. I szukać podobnego podłoża. Nie robię tego, ale podobieństwa są.
(Nie wierzę ale chciałbym w coś uwierzyć… lepiej więc to wyśmiać, żeby przypadkiem nie w to…)
Mnie wk*wia postawa kościoła katolickiego, który chciałby być:
– jedynym kościołem zasługującym na pisanie z wielkiej litery
– reszta to sekty, dobrze by było by były ścigane przez państwo
– chcącym mieć wpływ na życie polityczne (bo podobno katolicy to 90%. Z drugiej strony jacy z nich katolicy, skoro do kościoła chodzi 40% albo i mniej, reszta to więc grzesznicy)
– bezkarny, rozstrzygający swoje problemy w wewnętrznym gronie
– i wyciąga łapę po kasę, nie tylko swoich wiernych, lecz też innowierców, ateistów, agnostyków i takich co mają wszystko gdzieś (bo tak naprawdę są katolikami, ksiądz polał ich wodą jak mieli pół roku i nie mogli protestować i tym aktem zyskał prawo do ich przyszłych zarobków).
Wku** mnie postawa “wierzących” katolików, którzy zamiast wierzyć w nauki swojego mistrza, a nawet jego obecnych (mocno przereklamowanych) następców w Watykanie, wierzą, że:
– proboszcz ma zawsze rację
– nawet jak pije, ma kochankę i gwałci dzieci, to jest to nieprawda i pomówienia wrogów kościoła
– “ociec” Rydzyk jest ucieleśnieniem Boga na Ziemii, a Wielgus chrystusem bo go “ukrzyżowano”
– pedały, lesby i komuniści do gazu w ramach chrześcijańskiej miłości bliźniego
– tą k**wę co się puściła przed ślubem też.
– pornografii trzeba zakazać, ale wolno wieszać w nawie zdjęcia zakrwawionych zwłok, sprzedawać gazetki nawołujące do nienawiści i tak dalej…
Nie mam jednak nic do wiary. Tej prawdziwej. Nie mam nic do ludzi, którzy wierzą, że uzdrowił ich dotyk Karola Wojtyły, zgodnie z wszelkimi odkryciami psychologii ich wiara musiała być autentyczna, a także raczej nie byli to ludzie pełni nienawiści do świata, bo taki ładunek złych emocji raczej uniemożliwiłby “cud”. Mam coś do ludzi, którzy gotowi są szczuć psami za wyrzucenie do śmieci zapalniczki z wizerunkiem rzeczonego Wojtyły, bo to “świętokradztwo”.
Nie należy wyśmiewać wiary. Każdy w coś tam wierzy. Dopóki ta wiara nie jest szkodliwa, nie jest to np. wiara w to, że żydów bądź “pedałów” należy wysłać do gazu bo zanieczyszczają ludzki gatunek, to niech wierzą. Nie każdy potrafi iść przez życie sam z siebie. Niektórzy potrzebują do tego “ojca niebieskiego”, bo sami są trochę jak dzieci.
Ja wierzę. Nie w to co oni. Ale wierzę że cuda są możliwe
)). Wierzę że nauka nie posiada monopolu na prawdę, a brzytwa ockhama jest jedynie wygodnym uproszczeniem, które nie zawsze się sprawdza – tak jak wzór Newtona na energię kinetyczną jest jedynie wygodnym uproszczeniem wzoru Einsteina.
Z wiarą jest trochę jak z gustem. Raczej nie powinno się o tym dyskutować.
@jiima
Zacznę może od przywołanej starożytnej maksymy “de gustibus non disputandum”. Dlaczego o wierze, bądź jej antytezie – też będącej formą wiary – nie powinno się dyskutować. O wszystkim można, tylko treść i forma powinny być stosowane, a krytyki nie powinny być kierowane ad personam. przywołane przez Ciebie przykłady są prawdziwe, ale nie mówią prawdy o tym, czym jest wiara… bardziej opisują patologię, której tak samo nie akceptuję jak wielu nam podobnych.
Sam bardziej chodzę po krawędzi agnostycyzmu, ale podawanie jako przykładu wiary uzdrowienia przez Wojtyłę jest pokazywaniem manowców wiary, a nie jej istoty.
Credo jest proste – choć brak łaski wiary – Jest jeden Bóg, który stworzył niebo i ziemię.. Syna swojego dał, by odkupił winy człowieka… Największym przykazaniem jest miłość do Boga i do człowieka, ale przez wartościowanie, ale bez żadnych założeń i ograniczeń.
Trudne to, co piszę i sam do końca nie potrafię.
Tak samo nie rozumiem tych, którzy z przekonaniem twierdzą i wierzą, że Boga nie ma.
Zgadzam się z Twoją tezą, że homofobia i antyklerykalizm są dziećmi tych samych złych emocji, jednakże tolerancja dla homofobii to nie to samo, co uznanie, że związki homoseksualne są takimi samymi, jak heteroseksualne. Ale to już inna bajka.
Pozdrawiam
A mi się tam zestawienie podoba bo pokazuje, że poczucie humoru trzeba mieć nawet przy najbardziej absurdalnych tekstach.
@lunetarius
Tu się z tobą nie zgodzę. To, że ktoś wierzy że taki czy inny święty, albo jakiś bóg osobiście, go uzdrowił, to jest właśnie wiara, a nie jej manowce. Nie ważne czy mówimy o Wojtyle, czy o świętym Franciszku z Asyżu. Wiara ma różne oblicza, może być to oblicze intelektualne, które w tępieniu “cudów” czasem prześciga ateistów (bo gdyby bóg ten czy inny w tak widowiskowy sposób udowadniał swoją obecność, to naruszałoby to wolną wolę), a może być ludowe, proste i nie ma co ukrywać – pogańskie, zamiast bożka opiekuńczego mamy “papieża” i jego kremówki. Infantylne, dziecinne – ale to nadal wiara. Nie każdy jest intelektualistą. Ty jesteś, wadowicka babcia co całe życie siedziała przy garach a ze szkoły skończyła podstawówkę, już nie koniecznie.
Wasze wyznanie wiary jest proste, ale tylko na pozór. Ja przebrnąłem przez opasłą księgę zatytułowaną “Katechizm religii katolickiej”, wadowicka babcia pewnie nawet nie wie o jej istnieniu.
Mi to nie przeszkadza. Nie przeszkadzają mi poganie – “katolicy” czczący “świętych” i “matkę boską” a tak naprawdę swoich dawnych bożków gór i lasów. Jest w tym coś uroczego. Wiara tych ludzi, choć nie boje się nazwać ją prymitywną, ma swój urok.
Manowce wiary to wiara w “ojca” Rydzyka, boga-na-Ziemii, biskupów “jak Pan Jezus krzyżowanych przez złych ludzi” za współpracę z SB, podżeganie do nienawiści, czy zwykłe pospolite przestępstwa (jak oszustwa, czy ostatnio modna pedofilia). Wiara w “kościół” a nie w boga, jakiego tam by sobie nie wybrali. Chrześcijaństwo ma sensowne założenia i gdyby “katolicy” według nich żyli, to mogliby sobie nawet tego biednego Wojtyłę na ołtarzach stawiać (choć nie przeczytali ani jednego jego dzieła, a z mszy pamiętają tylko “to wielkie wydarzenie” a nie to, co on tam mówił).
Czyli może nie wiara jest problemem? Może raczej problemem jest istnienie takich ludzi, jak Rydzyk i jego kamraci, którzy sami z wiarą mają niewiele wspólnego, za to doskonale im idzie wykorzystywanie prostej wiary “ciemnego ludu”? Bo z wiarą ludu nie da się walczyć. Jak wytłumaczysz im samowyzdrowienie i zależność pomiędzy stanem psychiki a stanem organizmu (psychologia zdrowia) skoro oni nawet “światła w kontakcie” nie do końca rozumieją? I nie czarujmy się – ani prawo Ohma, ani podstawy teoretyczne psychologii zdrowia nie są im specjalnie potrzebne.
Trzeba natomiast zwalczać tych, którzy nawiność owych ludzi bezczelnie wykorzystują. Nie cały “kościół” katolicki jest taki, ale konkretnych przypadków w nim jest aż nadto.
Piszę “kościół” w cudzysłowie, bo jak zrozumiałem z owej opasłej księgi, kościół to wierni, a nie księża czy budynek…