Ciemni Amerykanie kontra jeszcze ciemniejsi Polacy
W Rzeczpospolitej ukazał się dziś ciekawy felieton autorstwa Piotra Gillerta dotyczący czytelnictwa książek w USA:
Co czwarty Amerykanin nie przeczytał w ostatnim roku ani jednej książki, wynika z najnowszego sondażu AP/Ipsos. To jedna z tych informacji, które błyskawicznie obiegają świat.
Faktycznie, można pomyśleć ale ciemni ci amerykanie – taki wielki, zamożny kraj, a taki ciemny – w końcu 25% Amerykanów nic nie czyta! Ale tutaj bierze autor w obronę Amerykanów:
Ludzie na całej kuli ziemskiej, także w Polsce, wprost uwielbiają słuchać o tym, jak ciemni i nieokrzesani są Amerykanie. [...] Jako autor pracy magisterskiej o współczesnej literaturze amerykańskiej wielokrotnie odczułem tę pogardę dla poziomu intelektualnego Amerykanów na własnej skórze. – To w ogóle jest taka literatura? – regularnie pytają nie bez cienia złośliwości ci, którym wyjawiam tę wstydliwą prawdę o sobie.
Każda wizyta w amerykańskiej księgarni to czytelnicza uczta. Co dzień jakieś nowości, dziesiątki, setki wydawniczych pozycji niemal na każdy temat. [...] Wszystkie te książki nie ukazywałyby się, gdyby ktoś ich nie kupował. Wielomilionowe kontrakty dla autorów bestsellerów w Ameryce nie biorą się znikąd. W USA sprzedano w zeszłym roku ponad 3 miliardy książek, czyli dziesięć na każdego statystycznego mieszkańca tego kraju. Gdy jedna czwarta Ameryki tkwiła bezmyślnie przed telewizorem, trzy czwarte czytało.
A jak jest u nas? Bo jako osoba, która jako foreign exchange student chodziła do liceum w USA i niejednokrotnie wysłuchiwała, różnych głupot na temat braku wykształcenia amerykanów (ale to temat na inny wpis) mam dość podobne zdanie jak autor wspomnianego felietonu. To jak jest u nas? Zgodnie z badaniem Grażyny Straus, Katarzyny Wolff, Sebastiana Wiernego: Czytelnictwo, zakup książek i wykorzystanie Internetu w Polsce w 2006 r. - zamieszczonego na stronach Biblioteki Narodowej, to amerykanie nie mają się przy nas czego wstydzić!
W 2006 r. czytanie książek (tzn. kontakt w ciągu roku przynajmniej z jedną publikacją) zadeklarowała połowa (50%) naszego społeczeństwa.
U nas żadnej książki nie przeczytała połowa polaków! Jeszcze gorzej wygląda sytuacji z kupowaniem książek:
A zatem tym szczególnym rodzajem towaru, jakim są książki, w 2006 r. zainteresował się tylko co trzeci obywatel, podczas gdy większość (2/3) na ich zakup nie przeznaczyła nawet przysłowiowej złotówki.

Doprawdy nie mają się amerykanie czego wstydzić, nawet przy swoim obecnym prezydencie, który posiadł umiejętność czytania do góry nogami.
Zwłaszcza, że u nas zapewne dominuje taki typ czytelników.
I jeszcze jeden fragment wspomnianego felietonu, marzy mi się coś takiego w Polsce:
Z kolei w szkole państwowej, do której chodzą moje dzieci, obowiązuje tak zwany DEAR (od “drop everything and read”, czyli “rzuć wszystko i czytaj”). Każdego dnia, gdy przychodzi czas DEAR, wszyscy uczniowie i nauczyciele przerywają to, co akurat robią, i przez 20 minut w ciszy czytają przyniesioną ze sobą książkę.
—————-
Teraz słucham: Arvo Pärt – von Arinuschka
via FoxyTunes
















fajny wpis. w przypadku stosunku Polaków względem Amerykanów dominują zasadniczo dwie postawy – skrajna antypatia i zaślepienie. metoda dyplomatycznego środka jest często zapomniana. znam osobiście wiele osób zbliżonych do ludzi, których zna autor felietonu. dla nich Amerykanie to synonim bezmózgich opasłych kolesi leżących non stop na kanapie przez TVikiem ze zgrzewką piwa. myślę jednak że taki ciasny ogląd sytuacji mają właśnie ludzie, którzy sami niestety wiele nie czytają i ogólnie mają małe zdanie na wiele tematów. pamiętam nagranie australijskiej TV by sprawdzić co Amerykanie wiedzą o otaczającym świecie http://www.youtube.com/watch?v=PY-LEXIhMPc. wiedzieli mało (nazwa kraju zaczynająca się na U – Yougoslavie albo kim jest Fidel – piosenkarzem). komentarze pod prezentowanym przez portal filmikiem były wyjątkowo niekorzystne dla głupich Amerykanów. ostatnio we Francji reklamują chyba program dla 10latków. w telewizyjnej zajawce na pytanie jak Francja nazywała się kiedyś Francja (poziom wiedzy 10latka) padają rozmaite odpowiedzi od kraju Asterixa po Rzym. W naszym kraju byłoby podobnie. Zresztą zamieszczony przez Ciebie filmik płynnością wypowiedzi bohatera pokazuje o czym mówię.
Problem chyba w tym, że tak zwany przeciętny obywatel to często niedouczony burak i to błąd edukacji i społeczeństwa które tę buraczaną farmę napędza. I co gorsza burak ten żyje w przeświadczeniu że burakiem nie jest – bo skończył studia, bo ma pracę, niezły zarobek, rodzinę i przyjaciół (inne buraki) – i to on wyśmiewa się z obywateli innych krajów takich samych buraków jak on sam. A mnie pociesza to, że podnoszę statystyki czytelnictwa w Polsce
“ja wiem? nie powiem panu bardzo” – odpowiedz na pytanie dlaczego nie kupuje pan ksiazek. smiem twierdzic, ze ludzie tego pokroju maja spore problemy z czytaniem w ogole. stad tez nawet do kina nie chodza, bo tam napisy naprawde szybko sie zmieniaja. a jesli chodzi o amerykanow, to chcialbym aby poziom naszej kultury, nie tylko osobistej, ale takze kultury tworzonej przez kreatywnosc i uczestnictwo w niej samych obywateli, kiedys zblizyl sie do ichniejszego.
Och, Ameryka…
Zapewne uświadamiacie sobie Państwo, że obraz tego kraju został nam podany przez Hollywood. Zapewne doskonale wiecie, że filmy produkowane w USA, służyły wychowaniu społeczeństwa zatem obraz ten podwójnie fałszuje rzeczywistość AMERYKANÓW i to, co przeciętny Polak wie o USA nie ma się nijak do tego jaka AMERYKA jest naprawdę.
To kraj wielki i pełen kontrastów.
Nie daje wiary temu wyliczeniu /co 4 nie przeczytał/ sądzę, ze jest jeszcze gorzej albowiem nie podał autor CO /sic!/ czytają, i czy instrukcja obsługi domowej frytkownicy również tej statystyce podlega.
Każdy kto interesuje sie rynkiem wydawniczym wie, ze dwutysięczny nakład książki w Polsce to wielkie ryzyko dla wydawcy, również marne przychody dla autora i wydawcy.
POLSKA to 38 518 241 mieszkańców
USA to 302 306 801 mieszkańców
Dane z wiki.
Jeżeli dopuścić, że j. angielskim posługuje sie ok. 400 milionów ludzi na świecie, pozycja wydawcy /producenta książki/ w USA jest oczywista – znacznie większe nakłady, a za tym idzie wszystko to, co dają większe środki finansowe w businessie.
LECZ zmierzam do tego by okazać, że nie ilość przeczytanych książek jest jakakolwiek normą informująca o społeczeństwach lecz ich zrozumienie, czyli to co nazywamy analfabetyzmem wtórnym.
Czyli nie tylko rozpoznawanie grafiki znaków piśmiennych, lecz rozumienie tego co z tych znaków powstaje. Rozumienie komunikatów wyrażanych tymi znakami!
Lecz drodzy Państwo, kończy sie era cywilizacji Gutenberga, zaczyna sie era OBRAZKOWA.
Czy zaczyna??? Jak sie wydaje przekaz OBRAZKOWY, jest przekazem bardziej “naturalnym” niż przekaz za pomocą LITER alfabetu.
Zobaczcie Państwo jak “brocha” buduje swojego posta. Nie wystarczają mu litery… Być może zdaje sobie sprawę z lenistwa odbiorcy i nie opisuje, lecz wkleja FILM.
Czy zatem konieczne są LITERY? Czy gdyby była odpowiednia ilość filmów…???
, tam już słów coraz mniej…
A zobaczcie co wyrabia Łysakowski
Czy Hollywood nie wystarczy???
Serdecznie pozdrawiam.
Ostatnio dość często zdarza mi się, że kupuję książki. I co z tego mam? Nic!
Nie dlatego, że są one bezwartościowe, wręcz przeciwnie. Po prostu nie mam czasu na czytanie. W efekcie na mojej półce czeka coś koło siedmiu pozycji.
Może rozwiązaniem byłoby zastosowanie u mnie systemu DEAR, ale mam przemożne wrażenie, że albo się do tego systemu nie dostosuję, albo nie będę w stanie właściwie jej zinterpretować, docenić i ocenić. Bo człowiek dopiero co wejdzie w klimat powieści i już jest czas, by kończyć przewidzianą dawkę.
Pozostaje czekać do emerytury?
@Brocha:
Ogólnie się z Tobą zgodzę. Nie fair było jednak moim zdaniem zagranie z tym, ile książek kupujemy. Pamiętaj proszę, że wbrew pozorom książki są u nas stosunkowo drogie. Od jakiegoś czasu kupuję książki z amazonu i jakoś nie odczułem różnicy cenowej (pomimo dość znacznych kosztów wysyłki).
PS. Jeszcze gorzej wygląda sprawa w przypadku płyt CD (ściągane z amazonu potrafią wyjść taniej niż kupione w dowolnym polskim sklepie), ale to już “temat na zupełnie inny wpis”…
Zastanawiam się czy te 75% czytało coś innego niż twórczość J.K. Rowling.
Do tego dochodzi jeszcze czytanie ze zrozumieniem. Sądzę, że w badaniach mierzących analfabetyzm funkcjonalny wypadlibyśmy -jako społeczeństwo – jeszcze słabiej. Zresztą, rozejrzyjmy się dookoła, mało kto czyta w tramwaju, metrze. Ludzie nie mają prostego nawyków.
A co jest nie tak w twórczości J.K. Rowling?
Skad w nas przekonanie ze jestesmy w awangardzie czytelnictwa-nie wiem.Statystyki pokazuja cos zupelnie innego.Psioczenie na Ameryka stalo sie troche modne i jak to mowia w jezyku polskim “trendy”.Dlaczego-tez nie wiem.Przeciez to w Wolsce robi sie przeklady tych,ktore staly sie bestsellerami za Oceanem,prosze zauwazyc ze nie jest nigdy odwrotnie.Ten kto czytal,robi to zawsze bez wzgledu na cene i okolicznosci.”Ameryka nowy Rzym”,to mam w tej chwili na warsztacie,znajac polska megalomanie pewnie nikomu nie imponuje bo wiekszosc ma to juz zaliczone.!
@Valdo:
Bo Polacy już tak mają, że myślą, iż we wszystkim są najlepsi. To samo dotyczy naszej edukacji (wciąż nie mogę się zebrać i napisać w końcu o tym u siebie na podstawie statystyk różnych – może w ten weekend się uda).
Z przekładami to nie do końca jest tak. Sam mam na półce sporo książek, których autorami są Polscy naukowcy, jednak książki zostały wydane za oceanem. Dlaczego? Bo u nas pewnie nikt by ich nie wydał. Zresztą te moje amazonowe zakupy są właśnie po części wymuszone przez lenistwo/chciwość naszych wydawnictw.
Dokładnie się zgadzam. Mamy wydumane mniemanie o wysokim poziomie kształcenia i czytelnictwa w Polsce. A przecież praktycznie żadna książka w Polsce nie wywołuje dyskusji, nie mamy praktycznie prasy popularnej (nienaukowej) nt. książek i literatury (no poza super niszową Lampą). To co jest czytane to w większości książki nijakie – dla zabicia czasu.
Nawet w moim środowisku pracy (instytut PAN – fakt, że nauki ścisłe) mam tylko jedną osobę z którą można porozmawiać nt. książek w sensie literatury, a nie Dana Browna.
Ważne książki (na poziomie światowym, np Derrida, Baudrillard) ukazują się u nas z poślizgiem 10-20 lat, albo wcale…
Liczy się nie tylko ilość (a z nią też krucho) ale i jakość – a tu w stosunku do reszty świata mamy prawdziwy poślizg.
W te wakacje dorabiam sobie, pracując w EMPiKu. Dwa proste przykłady niechęci do literatury. Niegdyś można było kupić razem z “Dziennikiem” “Miłość w czasach zarazy” Marqueza. Świetna książka, całkiem nieźle wydana, cena śmieszna: 5,99 zł. Leżało to u nas długo, ludzie nie byli zbyt zainteresowani. Dzisiaj można było kupić z “Wyborczą” atlas grzybów Pascala. Typowe badziewie, nikomu nie potrzebne, w sam raz dla prowincjonalnych kolekcjonerów. Efekt? Cholerstwo skończyło się po trzech godzinach, mimo że przysłali nam tego sporo.
Przykład drugi – chyba “Przyjaciółka” wydaje bajki dla dzieci z dołączonym audiobookiem. Ludzie wyrażają zainteresowanie, dopóki nie dowiedzą się, że nie jest to film…
Te badania naprawdę mówią same za siebie. Swego czasu (przez 5 lat) bardzo często (kilka razy w miesiącu) kursowałem pociągiem na trasie Kraków -> Warszawa i z powrotem. Ja zawsze miałem jakąś lekturę na drogę – inaczej zanudziłbym się na śmierć – niestety rzadko się zdarzało żebym trafiał na podobnych współpasażerów. Jeśli w ogóle już coś czytali to kobiety jakieś duperele typu Tina czy Gala, a panowie jakieś gówna typu Super Express albo Fakt. Ale i tak z największym rozbawieniem i zdziwieniem obserwowałem zawsze ludzi, którzy przez te 2,5 godziny potrafili nieruchomo patrzeć się w jeden punkt.
ja mam inny problem. Na moje nieszczęście jestem prawdziwym bibliofilem, ostatnio odkryłem dość niepokojący objaw polegający na tym że ja nie umiem czytać tylko jednej książki. Notorycznie zaczynam czytać z pięć naraz, i jak jedną czytam, to już myślę o drugiej
Tak jak z kobietami.
No i cholera wiele książek które kupiłem jeszcze nie przeczytałem, ale ładnie prezentują się na półce
.
w temacie polskiej “kultury” czytelniczej można by dużo ciekawych rzeczy powiedzieć. ja na przykład trafiłem jakiś czas temu na forum poświęcone WYŁĄCZNIE książkom, czytaniu, recenzowaniu itp., którego admin otwarcie piszę, że Sienkiewicza to on nie czyta, bo jest nudny i nie pisze nowoczesnym językiem, a w ogóle to on czyta 2 książki na rok.
nie ma jak właściwy człowiek na właściwym stanowisku. czyżby taka moda przyszła od władzy?
Choć nie jestem amerykofilem to muszę potwierdzić, że w przeciętnej wielkości księgarni na przedmieściu średniej wielkości miasta tego kapitalistycznego państwa znalazłem na półce m.in. trzy różne wydania Manifestu Komunistycznego. Było tam też sporo książek np. klasyków filozofii, których u nas nie uświadczysz zbyt wielu: od starożytnych Greków przez idealizm niemiecki do czasów współczesnych.
Zasadę DEAR proponuję wprowadzić do zakładów pracy!
Chciałbym żeby znalazł się taki zapis w Kodeksie Pracy
P.S. @Bard. Akurat nie dziwię się adminowi portalu czytelniczego, że nie czyta Sienkiewicza – to straszliwa ramota, gniot i krzywda uczyniona narodowi polskiemu (i akurat ulubiona lektura jaśnieoświeconej władzy LePeRoPiSów.
@Bezprym: jestem od zarania dziejów wyznawcą teorii, że aby coś krytykować, trzeba to znać (por. przykład pana Rajcy i Katedry). zresztą – nie bronię Sienkiewicza, bronię tego, żeby ludzi którzy nic nie czytają (poza podręcznikiem do PHP) nie byli adminami portali o książkach ^^
Bylbym zapomnial,czytajacych w Wolsce jest okolo….6% spoleczenstwa.Trzeba miec wiele tupetu i bezczelnosci czepiajac sie innych.No chyba ze autor w/w artykulu to polski Walter Cronkite.
@btd: Nie jest to lektura szczególnie ambitna, ale w zasadzie lepsza taka niż żadna.