Jak się morduje po chrześcijańsku?
Zastanawialiście się kiedyś jak mogłaby wyglądać chrześcijańska śmierć? To znaczy taka żeby była zgodna z chrześcijańskim sumieniem i moralnością? No cóż w pierwszej chwili, kiedy się nad tym zastanawiałem doszedłem do wniosku, że zapewne chodzi o tzw. naturalną śmierć, która jest następstwem fizjologicznego starzenia się ludzkiego organizmu, wydałoby się to logiczne. Jednak po lekturze artykułu pt. Krzyżem i Mieczem w Gazecie Wyborczej na temat rządów junty wojskowej sprzed 30 lat, dzielnie wspieranej przez kościół katolicki w Argentynie musiałem zweryfikować swoje poglądy na chrześcijańską śmierć.W latach 1976 – 1982 Argentyną rządziła krwawa junta wojskowa, która wsparcie dla swoich rządów znalazła w kościele katolickim. Kościół nie widział nic złego w brataniu się z katami narodu argentyńskiego, wiedząc, że wzorce i ogólne przyzwolenie płynie z Watykanu i innych zakątków świata:
[…]
inspiracją były na równi katolicka krucjata gen. Franco w Hiszpanii oraz wojna kolonialna w Indochinach i Algierii. Podręcznikiem duszpasterstwa zaś – encyklika Piusa XI „Divini Redemptoris” z 1937 r., która potępiała liberalizm na równi z komunizmem i zachęcała do skutecznej obrony porządku Bożego: „Żywimy jednak niezłomną nadzieję, że owa zaciekłość, z jaką synowie ciemności dniem i nocą propagują fałszywe hasła ateistycznego materializmu, pobudzi synów światłości do równie gorliwej, a może nawet gorliwszej obrony Majestatu Bożego”.
Jednocześnie w argentyńskich akademiach wojskowych zaczęto wykładać przesiąkniętą katolicyzmem doktrynę bezpieczeństwa narodowego:
[…]
“Tylko polityka oparta na instytucjach stałych i niezmiennych pośród zmienności wszystkich rzeczy – tzn. na Kościele Chrystusowym w porządku nadprzyrodzonym i siłach zbrojnych w porządku naturalnym – może pokonać anarchię i bolszewickie zamachy na hierarchię społeczną, które stały się już obyczajem w naszej republice” – głosił Bruno Genta, wykładowca w szkole wojskowej w Cordobie. Inny nauczyciel Carlos Disandro domagał się “twardego i bezkompromisowego” postępowania z “heretykami”, bo “wieczny ogień oczyszcza orły krążące wokół niego”. Jezuita Julio Meinville tropił Żydów, masonów i komunistów, ostrzegając argentyńskich oficerów, że “nie ma gorszej tyranii niż państwo demokratyczno-liberalne, które, służąc międzynarodowej plutokracji, zatruwa życie narodowe”.
Czyż nauczanie jezuity Mainvilla nie jest zbieżne z tym czym raczy swoich wiernych radiosłuchaczy ojciec Rydzyk we współczesnej Polsce? Tak podejrzewałem, że on sam tego nie wymyślił. Wracając do tematu, w trakcie rządów junty zniknęło 30 tysięcy ludzi nazywanych desaparecidos (zniknięci) – desaparecidos zazwyczaj kończyli swój żywot w licznych katowniach:
[…]
W samej Argentynie zaś duchowni wysyłani do katowni wojskowych jako spowiednicy i kapelani usprawiedliwiali tortury, rozgrzeszali z nich katów, a ofiarom tłumaczyli, że to pokuta za grzechy. W kwaterze armii w prowincji Cordoba kapelani wojskowi pocieszali aresztowanych, że będą torturowani tylko przez 48 godzin, bo wyjednał to dla nich u gen. Menéndeza sam miejscowy arcybiskup Raul Primatesta. W szkole ESMA kapelan Luis Mancenido pocieszał oficerów, że mogą torturować i zabijać bez skrupułów, spełniają bowiem biblijny obowiązek odsiewania ziarna od plew.
Ci którzy nie mieli szczęścia umrzeć w trakcie zaledwie 48 godzin dostawali szansę na chrześcijańską śmierć:
[…]
Angelelli to jeden z nielicznych argentyńskich biskupów, którzy nie poparli junty w latach jej panowania – 1976-83. Znakomita ich większość usprawiedliwiała i pucz, i wszystkie zbrodnicze praktyki junty, włącznie z torturami i mordowaniem jej przeciwników poprzez zrzucanie ich z samolotów do morza. O “lotach śmierci” mówiono już na procesie najwyższych dygnitarzy junty w 1985 r., ale dopiero w 1994 r. z książki Horacio Verbitsky’ego “Lot” opinia publiczna dowiedziała się, że pomysł zrzucania z samolotów udręczonych, ale wciąż żywych więźniów podsunęli wojskowym duchowni katoliccy. Ich zdaniem to była “chrześcijańska śmierć”.
Szczegółowych instrukcji w tej sprawie udzielił oficerom marynarki podczas specjalnej odprawy na kilka dni przed puczem admirał Luis Maria Mendia. Tłumaczył, że planowane sposoby zabijania wrogów były omawiane z hierarchią katolicką i zostały uznane za zgodne z chrześcijańskim sumieniem i moralnością.
[…] Wielu biskupów było za pan brat z przywódcami junty – rozgrzeszało ich z najbardziej bestialskich zbrodni, a nawet utwierdzało w przekonaniu, że są rycerzami “świętej krucjaty” przeciw bezbożnej zarazie….
Co nie co, jednak musiało dręczyć chrześcijańskie sumienie hierarchów kościoła katolickiego:
Raz tylko, w marcu 1977 r., biskupi – bardzo oględnie – poprosili juntę o wyjaśnienie “bolesnych zdarzeń”. Chodziło m.in. o zabójstwa lewicujących księży pracujących w dzielnicach nędzy. Generałowie obiecali zbadać sprawę gruntownie. Rzecz dotarła do papieża Pawła VI. Kiedy w 1977 r. admirał Massera został przyjęty na audiencji w Rzymie, w pierwszych słowach pospieszył wytłumaczyć papieżowi, że junta “nie zdołała jeszcze wyjaśnić tych poważnych przypadków”. – Niech się pan nie martwi, admirale – przerwał mu papież. – Dla Kościoła to już sprawa zamknięta.
Na koniec audiencji papież pobłogosławił rządzących Argentyną generałów.
To powiedział papież w 1977 roku! Dał tym samy legitymizacje mordercom na kolejne 5 lat rządów, ile osób jeszcze wymordowano w tym okresie?
Epilog – 30 lat później:
Horacio Verbitsky, który współpracy hierarchów Kościoła argentyńskiego z dyktaturą poświęcił książkę “El Silencio” (“Cisza”), odnalazł dokumenty, z których wynika, że w 1976 r. biskup Jorge Bergoglio – wówczas prowincjał jezuitów, a dziś kardynał – donosił wojskowym na lewicujących księży i zakonników, z których niektórzy potem znikali. Dzisiaj kardynał utrzymuje, że, owszem, księża bywali zatrzymywani przez wojsko, ale jego rola polegała na tym, że u gen. Jorge Videli i admirała Massery zabiegał o ich uwolnienie. Po śmierci Jana Pawła II Bergoglio był wymieniany wśród kandydatów na papieża.
Niektórym kapelanom wciąż bliska jest idea wyrzucania ludzi z samolotów. W maju 2007 r. papież Benedykt XVI – po wielu naleganiach prezydenta Argentyny Nestora Kirchnera – zmuszony był odwołać ze stanowiska wikariusza wojskowego biskupa Antonia Juana Baseotto, który publicznie stwierdził, że ministra zdrowia, który opowiadał się za zniesieniem karalności aborcji, trzeba “zrzucić do morza z kamieniem u szyi”.
Wstrząsająca historia sprzed zaledwie 30 lat. Jako ateista niejednokrotnie słyszałem, że jako osoba niewierząca nie mam należycie wykształcone sumienie, że bez religii nie jestem w stanie należycie odróżniać dobra od zła. Historia kościoła katolickiego wyraźnie jednak wskazuje, że jeśli jest już czegoś nośnikiem to zakłamania i cynizmu, niż moralności.
Krótki bilans rządów junty z perspektywy 30 lat zamieścił na swoim doskonałym blogu Podróż na Południe Tierralatina. Bilans można znaleźć tutaj. Cytaty pochodzą ze wspomnianego na wstępie artykułu Macieja Stasińskiego.
—————-
Teraz słucham: Tomasz Stanko Quartet – Tale

loty smierci pewnie dlatego byly chrzescijanskie, ze dawaly nieszczesnikowi czas na przemyslenie swoich i win i ewentualne nawrocenie tuz przed smiercia. ja do dzis nie moge pojac instytucji kapelana, co to swieci narzedzia smierci – bron i blogoslawi zolnierzy, a mnie wciskali – nie zabijaj.
nawet swiecenie samochodow, ktore gdzies tam w polsce organizuje kosciol jest dla mnie hipokryzja. przez spaliny samochodowe w samej tylko europie umiera rocznie 300 tys ludzi.
mocny tekst brocha, brawo !
@marcin:
A ta instytucja kapelana nie wywodzi się przypadkiem z czasów, gdy zakonnicy to byli tacy mili panowie w zbrojach, którzy wielkimi mieczami nawracali pogan?
@Brocha:
Świetny tekst. Dzięki wielkie, bo cytowany artykuł jakoś mi umknął…
Rzeczywiście warto się temu przyglądać i mówić o tym głośno.
Tematy te rozważam również u siebie w kategorii Malleus maleficarum, http://wierszole2007.wordpress.com/
Brocha, zapraszam – zostaw tam gdzieś linka do siebie.
pozdrowienia
Dzięki. Nie da się chyba wymienić wszystkich paradoksów kościoła. Np. w Afryce zakaz używania prezerwatyw – jednocześnie ludzie padają jak muchy od AIDS, kościół jakby sobie nie zdawał sprawy, że prostytucje jest często jednym środkiem utrzymania się tamtejszych kobiet, no ale ważniejsze od życie tych ludzi jest to, żeby plemniki sie nie marnowały.
Ciekawe ze nie ma jeszcze zadnego z katolskich szczekaczy. Szkoda, chetnie zobaczylbym jak usiluja obrócic kota ogonem i mowic ze fakty sa klamstwem.
btd: faktycznie, coś tu szczekaczy brak. Jakoś tak nudno…
Mnie zastanawia, że jak to jest możliwe, iż w obliczu historii, która przecież pozostaje i pozostanie niezmienna w dalszym ciągu popularne są poglądy typu: “człowiek bez wiary jest jak zwierzę”. Oj, lewacko, lewacko…
http://blog.elpie.info/2007/04/14/czlowiek-bez-wiary/
@Brocha popraw link – “Krzyżem i Mieczem”
@Magyk
dzięki, już poprawiłem
Jakoś mi to przypomina treść dziełka Św. Bernarda z Clairvaux, które swego czasu tłumaczyłem, “Pochwała nowego rycerstwa/wojska”, “De laude novae militiae”, to taki tekst propagandowy o wyprawach krzyżowych i ich, jak by to powiedzieć, usprawiedliwianie. Ten “święty” napisał tam, że żołnierz Chrystusa, ginąc, ginie dla siebe (bo doznaje zbawienia – przyp. tł.), zabijając, zabija dla Chrystusa.
Gdybyś nie poruszył tego tematu, przeoczyłbym ten artykuł i mu podobne. Nie sądziłem, że w dzisiejszych czasach (czy 30 lat, the same) coś takiego miewa miejsce. To jakiś skandal.
tak a pro po, wczoraj włączyłem canal+ a tam jak zwykle “człowiek który został papieżem” (czy jakoś tak – kolejny film o JP2) i wzruszająca scena o tym jak to lekarka opowiada papieżowi o złych korporacjach które zawyżają ceny leków dla ciężko chorych (ciekawe na co ;]) a papież ze wzruszeniem wygłasza monolog o uciśnionych i tak dalej…
niesmaczne.
(zapomniałem dodać: rzecz się dzieje w afryce oczywiście, niewiedzieć czemu dziesiątkowanej przez HIV)
[...] kościoła, wykonywana bardzo sumiennie od średniowiecza zapewne nie byłoby holocaustu, czy mordowania przeciwników politycznych w Argentynie, o których pisałem jakiś czas temu. Co ciekawe wydaje mi się, że w Polsce ta książka może [...]
[...] argentyńskiego narodu był zaangażowany cały kościół katolicki w Argentynie pisałem o tym tutaj. Więc niech teraz przynajmniej raz przestaną być najbardziej zakłamana instytucją wdziejach [...]
[...] dyskretne zauroczenie faszyzmem, aż po rządy junty wojskowej w Argentynie o czym pisałem tutaj zawsze stawiał władzę i przywileje ponad nauczanie swojego guru. To, że katolicyzm na tle [...]
[...] na stronach Gazety Wyborczej tutaj. Wcześniej pisałem o związkach kościoła i junty tutaj. Jestem ciekawy czy Watykan kiedykolwiek się zdobędzie na jakakolwiek refleksje dotyczącą swoje [...]